ręce

październik 26, 2009

Na pewnym festiwalu, pewnien hinduski reżyser wystawił swoją sztukę. Czas i miejsce nie są tu istotne. Poziom artystyczny także.  Przedstawienie zaczęło się pokazem tańca w stylu bollywood. Dziewczęta wiły się, uśmiechały, pląsały i kreciły. Ich ręce rysowły w powietrzu poziome, pionowe a i falujące kształty. Skupiłem się na liderce, stała w środku, zdecydowanie najlepiej tańczyła. Uśmiechnięta zawodowo. Dłonie wirują jak trzeba, błyskotki na nadgarstkach odbijają się w reflektorach.

Pięć  minut przed spektaklem stałem w kolejce do ubikacji. Ta sama liderka wyszła przede mną z kabiny,  ominęła mnie i pobiegła na scenę. Podobnie jak mnie, ominęła też umywalkę i mycie rąk.


uratowany z ISO 800

wrzesień 23, 2009

DSC0239_FOT. TOMASZ DUDA


JGU

wrzesień 21, 2009

Te i inne atrakcje już w najbliższej edycji Jesiennych Gawęd Urodzinowych.

ahoj


stopERY

sierpień 3, 2009

_DSC0808.jpg_zr

w jeden dzień polubiłem Jomara z depresją, wzruszyłem się Inuitą Tivim i odleciałem w juniorkach.


kamyk – Kamil – kaszanka

lipiec 24, 2009

A kiedy już wszytko załatwiliśmy jak należy i misja była wykonana pojawił sie kamyk pod kołem tira. A my na drodze kamyka. Strzał jak z pistoletu, szkło i panika. I czas zwolnił. Musial zwolnić, bo policja dojeżdżała prawie trzy godziny.

Kamil szukał grzybów na polu pszenicy a potem liczyliśmy ile samochodów przejeżdza A4 w ciągu minuty.

- Szkoda, że nie zjedlismy tych pierogów w barze – powiedział smutno.

Razem z policją przyjechała trąba powietrzna, panowie zdążyli wziąć nasze dokumenty i kazali nam uciekać za nimi na najbliższą stację benzynową. Dopiero na miejscu sprawdziliśmy, czy uciekaliśmy za właściwym samochodem. Trąba utrudniała widoczność.

Kamil dostał worek na śmieci i zrobił sobie szybę. Policjanci zjedli po hot-dogu. A my w drogę.

Wieczorem w sklepie usłyszałem rozmowę:

- dobra ta kaszanka meksykańska?

- bardzo dobra.

- daj mi dwie na spróbowanie.

Spróbował na miejscu. Potwierdził.

- daj mi wszystkie kaszanki, naprawdę dobre.


nuka

lipiec 19, 2009

matka 75 szczeniąt.

Ma 16 lat i powoli zabiera się z tego świata.

Jej pan – ochroniarz z Dworca Nadodrze mowi, że nie wie co ze sobą zrobi jak Nuka umrze.

nuka copy


rytm

lipiec 18, 2009

Gombrowicz:
Nazajutrz
Cokolwiek robimy, cokolwiek mówimy, czemukolwiek się oddajemy – płyniemy i płyniemy. Podczas, gdy to piszę także płyniemy. Twarze są przerażające, bo uśmiechnięte. Ruchy straszliwe, bo pełne spokoju i doskonałego błogostanu.

Środa
Goya, miasteczko płaskie.
Pies. Sklepikarz na progu sklepu. Samochód ciężarowy, czerwony. Bez komentarza. Nie nadaje się do żadnej glossy. Tu jest tak, jak jest.

Rynek 10.00, słońce, pusta kawiarnia. Siadam. Biała kawa, otwieram książkę. Mijają dwie minuty, czterdziestoparoletni mężczyzna siada kilka stolików dalej. Podsłuchuję – czarna kawa. Podglądam – otwiera książkę Paul de Man Ideologia estetyczna. Ładna okładka. Kolejne dwie minuty – siedemdziesięciolatek, dziarski, szczupły energiczny. Podsłuchuję: biała kawa. Podglądam: Rzeczpospolita.
I tak siedzimy sobie we trzech, w pustej kawiarni. Młody, średni i najstarszy. Trzy kawy, trzy teksty, spoglądamy na siebie. Rytm.
A rano i cała noc arytmiczna.

Do średniego przychodzi kolega. Rytm się burzy. Schodzą się tłumy. Trzeba uciekać.


Gombrowicz:
Nazajutrz
Płyniemy. Płynęliśmy przez cała noc i teraz płyniemy.

_DSC0538


niedoskonałość

czerwiec 7, 2009

Nie zawsze jedzenie najbardziej smakuje w restauracji pierwszej klasy. Do mnie zresztą prawie zawsze sztuka przemawia silniej, gdy objawia się w sposób niedoskonały, przypadkowy i fragmentaryczny, niejako sygnalizując mi jedynie swoją obecność, pozwalając przeczuć siebie poza nieudolnością interpretacji. Wolę Szopena, dolatującego przez okno, na ulicy, niż Szopena ze wszystkimi szykanami na koncertowej estradzie.

/W. Gombrowicz, Dzienniki/

_DSC0380.jpg_077_zr


nasza robota

maj 24, 2009

Ile ludzi można wymordować przez 60 lat pokoju? Pewnie mniej niż w ciągu 5 lat trwania II wojny światowej, ale trzymamy dobrą formę. Europa po 1945 roku to miliardy wydarzeń i setki przeciwstawnych „jedynych prawd”. Autorzy wystawy „Europa – to nasza historia” wybrali kilkaset faktów i w miarę uniwersalne jedyne prawdy. Mogło być tendencyjnie albo patetycznie. Mogło być też dydaktycznie.

W czasie wojny bombardowano tysiące miast ale na wystawie pojawia się zdjęcie zrujnowanej Kolonii. Dzięki temu można uciec o czarno-białych podziałów na złych Niemców i dobrą resztę Europy. Wystawa mówi jedno – my ludzie, co jakiś czas rozwalamy miliony innych ludzi, za jedzenie, kształt nosa, surowce naturalne albo po prostu z powodu zbyt długo trwającego spokoju.

Wchodzisz i dopada cię przygnębienie. Absurdalna masakra i niszczenie wszystkiego, co było do zniszczenia. Oświęcim. To jedno zdjęcie jest skrajnym przykładem ludzkich możliwości. Idziemy dalej. Ciemna sala, na podłodze podświetlone zdjęcie ruin Kolonii, na czarnym ekranie lecą napisy z liczbą wymordowanych przez Niemców, Rosjan i całej reszty. Takie podsumowanie. Polacy: 6,5 miliona (w tym 3,8 mln Żydów)…1800 mieszkańców Rotterdamu umiera z głodu… – nie pamiętam czy miesięcznie, czy tygodniowo. Za plecami słyszę rozmowę – zbliża się grupa niemieckich emerytów. Mili, sympatyczni, ale mają tyle lat, że przynajmniej na hitlerjugend mogli się załapać. Dziwne uczucie. Który z nich dorzucił do tych milionów kilka trupów?

Na szczęście ratuje nas międzynarodowa wycieczka nastolatków. Żywy przykład na to, że organizatorom wystawy udało się uniknąć dydaktyzmu. Nic ich nie rusza. Śmieją się i szczebioczą.

_DSC0342.jpg_zr

Wchodzimy w czerwony świat komunizmu. Zachód w tym czasie zdążył już stanąć na nogi. Europę Wschodnią czeka piekło nr 2.

Część polska – poświęcona głównie latom 70 i 80 idealnie pokazuje, czym różnimy się od reszty krajów i narodów. Wszyscy naokoło walczyli, ginęli, pracowali na legendę i mieli swoich katów. Węgrzy, wschodni Niemcy, Czesi, Słowacy, Rumuni… Ale polska wystawa jest nie do pomylenia. Już na wejściu napadają cię dziesiątki krzyży, różańców, medalików, czapka kardynała, sutanna księdza Jerzego, sandał proboszcza, Matka Boska, Ojciec Święty, Kyrie Elejson… Skrajny patetyczno-tragiczny styl. Kicz i pewność przegranej już na wstępie. Naród, który lubi ginąć. Smutny, poddany, samoupokarzający się. Idolem Polaków jest Jezusik frasobliwy, na krzyżu, cierpiący tak trochę po frajersku, mierząc miarą dzisiejszego zachodniego świata.

Jest też weselszy moment – kroniki filmowe. Dziarski głos spikera, na ekranie mury pną się do góry a przed telewizorem zasiadły trzy starsze panie. Może i kłamali w tych kronikach ale panie słuchały ze wzruszeniem. Nie informacji o kolejnej hucie czy sukcesach PGR-u. Słuchały dźwięków ze swojej młodości.

_DSC0331.jpg_zr


.

maj 21, 2009

kupiłem czerwony sweter. koloru potrzebuję.

pam_DSC_0059_zr