adekwatność

sierpień 30, 2008


płótna mistrzów holenderskich

sierpień 28, 2008

Martwa natura z zamyślonym kotem i zamyślonym bananem


kobieco

sierpień 28, 2008

Spotkanie na kawie, trzy koleżanki oglądają zdjęcia jednej z nich.

k. 1: powinnaś być modelką! naprawdę!

k.2: dziękuję

chwila zadumy

k. 3: a ile masz wzrostu?

k. 2: 172 cm

k. 3: nie wiem czy to nie za mało.


Mądry Pasterz przyznaje się do błędu

sierpień 23, 2008

– Otóż mój drogi Uczniu, Uczeńku naopowiadałem ci ostatnio trochę półprawd. W życiu nie zawsze sprawdzają sie moje złote zasady. Nastała chwila milczenia. - Wiedz, że zły humor, prawdziwie zły, lub częściej zmyślony, może być w starciu dwóch połówek bronią wyniszczającą. Zapamiętaj to straszne słowo: Szantaż.

- Jakiż wielki jest mój Mistrz, potrafi przyznać się do błędu – pomyślał Uczeń.


wartość

sierpień 21, 2008

+


%

sierpień 21, 2008

jaki jest procentowy udział żołnierza w widzu?


Mądry Pasterz ostrzega Ucznia przed Człowiekiem Hubą

sierpień 19, 2008

- Wiesz? - rzekł zamyślony, Mądry Pasterz – Czas na melancholie mija kiedy poważny człowiek wkracza w poważny związek. – Ty też tego zaznasz – uśmiechnął się do Ucznia.

Kiedyś mogłem w wolnej chwili gmerać w czarnej smole, rodzić nowe depresje, koncentrować się na  niedolach. Teraz na takie wędrówki nie ma miejsca.

Mądry Pasterz zamyślił się jeszcze bardziej, spojrzął na Ucznia i rzekł. – Trudno powiedzieć czy to lepiej czy gorzej. Tamto prowadzi do narodzin Człowieka-Huby. To do pewnego stanu wiecznej dekoncentracji.
Wiesz tylko, że te melancholie czyhają za rogiem, śledzą cię. Już prawie rozpoznajesz ich twarze i nagle coś je płoszy. Obserwują cię, pamiętają złote czasy, kiedy hołubiłeś je codziennie, ale nie podchodzą za blisko. Są zdezorientowane i spłoszone.

Uczeń także się zamyślił, w milczeniu przyznał rację Mądremu Pasterzowi.


miejsce

sierpień 18, 2008

Wałbrzych.

Straszliwie smutne miejsce. Właściwie całe miasto mógłbym opisać tym jednym zdjęciem. Ponoć bardziej przygnebiający jest już tylko Górny Śląsk i familoki. I tu i tam pojawia się wątek górniczy. Kopalnie upadły, ludzie zostali. Chociaż właściwie też upadli.


i znowu szopen

sierpień 18, 2008

japończycy są pod ogromnym wrażeniem


Dolina Łady

sierpień 15, 2008

Ekspresowa albo krajowa się kończy, białe przerwane i ciągłe linie pośrodku drogi znikają. Jeden skręt i pojawiają się kręte rozwalone dróżki prowadzące do miasteczka. Z daleka widać czułki dwóch wież. To zawsze jest centrum. Tam trzeba się kierować.
Witajcie w królestwie dużego fiata i łady samary.

ZŁOTA ŁUSKA
Miejscowości Dolnego Śląska liczą z grubsza 5-10-15 tys. mieszkańców, czasem 50. W zestawieniu z Wrocławiem są jak ten program telewizyjny – dziecinnie niedoskonałe. Sajdingi udają marmury, poddasza domów obite są plastikową dachówką o wzorze rybiej łuski. Oczywiście w popularnym wśród ryb – złotym kolorze.
Często jakby udają miasta, a ludzie żyją w nich jak za starych dobrych czasów. Chłopskie ławeczki przy drodze zastąpiły zdewastowane ławki pod trzepakiem, w oparach smrodu z pobliskich kontenerów na śmieci. Za wiejskie podwórka robią teraz zarośnięte placyki trawy z wydeptanymi ścieżkami. Latem z tej pajęczyny ścieżek unosi się mikroskopijny kurz, jesienią zamieniają się w błotny szlak.
Miasteczka, choć tak podobne w udawaniu prawdziwego miasta, różnią się od siebie.
Taka Srebrna Góra, czy Niemcza to jednak inna kategoria niż Ząbkowice czy Dzierżoniów z regularnym rynkiem i, w wielu przypadkach, z restauracją McDonald’s.

PAN OBCY
Dolny Śląsk, który mnie interesuje jest na południe od Wrocławia. Oczywiście, można się skupić na zaletach: Lądek Zdrój, sztolnie, forty, kopalnie złota i złote unijne inwestycje. Ale bardziej przyciąga ta mieszanka złuszczonej farby olejnej, powykrzywianych plastików i prowizorki osadzonej w starych (i tylko dlatego jeszcze stojących) przedwojennych murach.
Ten widok wydaje się prawdziwszy. Ogląda się to trochę jak obcy, choć znany kraj. Dla ludzi, z w miarę europejskiego miasta Wrocławia, to taka “Konopielka”. Malownicza i wręcz stworzona do fotografowania, ale smutna. Łatwo jest wpaść na dzień, pooglądać i uciec. Ale tam naprawdę mieszkają ludzie.

Samochody prowincji to fiat – duży i mały, polonez, łada. A do transportu żuk albo nysa. Latem motorower romet, pięćdziesięcioletni mężczyzna z pooraną twarzą i wielkim wąsem w “orzeszku” o wyrazistych kolorach. Piąta warstwa farby olejnej miesza się z trzecią, a otarcie na prawym boku ujawnia pierwotny kolor kasku.

Ludzie prowincji dostojnieją przed aparatem. W dużych miastach mają dość fotoreporterów, ukrytych kamer, sond ulicznych. Prowincja jeszcze się nie nasyciła. Nie fotograf, ale Pan fotograf. Nie dziennikarz a Pan dziennikarz. Pan z lepszego świata. Pan przyjechał robić reportaż. Widocznie ważna sprawa, bo inaczej by się nie fatygował.

MARAZM
- Panie nie rób pan takiej brzydkiej bramy. – Niech pan nie robi zdjęć, taka zniszczona ta nasza klatka. To ją wreszcie pomalujcie!
Tutaj mentalność Polaków widać bez maski kupionej za unijne dotacje. Jest smród, jest brud i dobrze jest. Byle tylko nikt obcy nie widział, nie opisał. A jak już z zagranicy ktoś przyjedzie i zobaczy to własnym ciałem liszaje zakryją. Pojedzie i liszaj dalej zostanie. Zamiast zrobić dobrze sobie samemu – w końcu przy tym liszaju dorastają, żyją i umierają – wolą się martwić tym, co przyjezdny zobaczy i jak tu liszaj mu schować.
Bystrzyca Kłodzka – mroczne, zniszczone miasto ze średniowiecznym klimatem. Przy jednej z baszt tabliczka informująca, o miejskiej trasie turystycznej, projekcie współfinansowanym przez Unię. – Smród, kiła i mogiła – komentuje nasze zaczytanie przechodząca obok kobieta. Niestety, jest bliższa prawdy niż mosiężna tabliczka z piętnastoma gwiazdkami.

MIASTA ŚWIĘTEJ WIEŻY

Zawsze się trafia do centrum. Ekspresowa albo krajowa się kończy, białe przerwane lub ciągłe linie pośrodku drogi znikają. Jeden skręt i pojawiają się kręte rozwalone dróżki prowadzące do miasteczka. Z daleka widać czułki dwóch, trzech wież. To zawsze jest centrum. Tam trzeba się kierować.
Najciekawsze są stare miasta z tradycjami. Widać w nich jeszcze kawałki baroku, renesansu, secesji czy modernizmu. Na to nakłada się grubą warstwą komunistyczna tandeta, kwadratowe domki z pustaków, prowizorka. Jedyną oznaką lat 90 są kiczowate kolorowe elementy – gipsowa ozdoba w ogródku, jaskrawo czerwony Mikołaj w okresie świątecznym. Mikołaj przyczepiony do okna oczywiście na tle spleśniałej i obdrapanej ściany kamienicy.
Estetyka miasteczka jest śmietnikowa. Zostały panele podłogowe? Można nimi obić drzwi wejściowe. Czemu nie. Będzie pod kolor podłogi.
Ktoś wyrzucił fotele – można je przynieść i postawić na ganku. Wchodzący do domu widzą na dzień dobry te porwane i połamane fotele. Każdy inny. Zepsuła się rynna? Podstawmy wiaderko po śledziach. A grzyb na ścianie po cieknącej wodzie kiedyś się zamaluje.


XXI wiek jeszcze na prowincje nie dotarł. No może tylko wtedy, kiedy właścicielka solarium w Niemczy podjeżdża pod lokal swoim terenowym pajero w kolorze wrzosowy metalik. Będzie inspiracja dla malujących kaski motocyklowe.