04.05
listopad 27, 2008pobudka przed piątą. przypadkiem znaleziony “portret podwojny” (leciał sobie na ale kino od 04.05).
bezsenność/nerwica/depresja czasami kończą się tak miło.
ten gołąb ma jednak sens
napad na bank
listopad 12, 2008współistotny ojcu
listopad 3, 2008Świadome odejście od religii poprzeda bunt. Gniew (pewnie słuszny) na podwójną moralność księży, na absurdalne zakazy. Problem w tym, że w kraju o jednej, dominującej religii jej porzucenie zawsze łączy się z poczuciem winy. Ta religia to także obyczaje, kultura, wzorce itd. Cieżko to rozdzielić a odrzucić wszystkiego się nie da. Na szczęście nie dla wszystkich areligijność jest automatycznie niewiarą w jakieś duchowe zaplecze.
Powinno się znaleźć własną przyczynę odejścia od religii. Poczucie winy może osłabnąć.
A Przyczyny pierwotne:
1. nadpobudliwość nerwowa:
- nigdy nie potrafiłem wystać w kościele dłużej niż 15 min. Nigdy nie potrafiłem słuchać tego, co mówi ksiadz, bo było mi niewygodnie.
2. zimno
- Wielkanoc, święcenie pokarmów u babci – pod tzw. krzyżem (wioska nie miała kościoła), okropnie zimno. A wiosna to też potrzeba “odstrzelenia się”, szczególnie w takich małych społecznościach. Zimowe kurtki zostają w domu a ludzie stoją w swoich nowych marynarkach, żakietach, sukienakch na zimnie.
Czas trwania: 30 – 40 min.
- święto zmarłych – masakra. Msza na cmentarzu, temperatury około 0 st. wiatr, deszcz albo śnieg. Tradycja mówi, że mężczyźni nie powinni zakrywać głów. Mają być twardzi. Stoją więc na tym zimnie i zamarzają im głowy, uszy nosy.
Czas trwania w pakiecie (msza + poświęcenie grobów): 70-90 min.
B Przyczyny trochę poważniejsze:
3. wrażliwość, estetyka:
- lata komuny, szarość i te polskie kościelne baroki. Błysk i skomplikowana forma ale w wersji tandetnej, ubogiej, lamperiowo-boazeriowej. Przyblakłe figurki, wyślizgane sutanny, firanki, serwetki… Dzieciństwo to msze w wiejskim kościele, zawodzące i fałszujące babiny w chustach w kwiaty, ksiadz zabierający na wielkanoc koszyk wiejskich jaj, na których były kurze kupy.
4. język
dwadzieścia parę lat później te same babiny, albo córki babin stoją na cmentarzu i tak samo zawodzą. Okropny fałsz. Ksiądz przybyły z “wielkiego miasta” odprawia mszę za zmarłych. Próbuje połączyć swój i babin świat. Rozpaczliwie walczy o łączność duchową. Nawiazuje do sceny z filmu Szeregowiec Ryan. Porozumienie średnie, ale pełen automatyzm pieśni, modlitw, gestów, przyklękań, powstań ratuje sytuację.
Zamarzam, przez podeszwy butów wchodzi lodowaty chłód, stopy drętwe. Zimny wiatr hula sobie po okolicznych polach – nos, uszy, czoło i ręce: martwica. Wyłączam się, pozornie stoję, patrzę, z daleka może nawet wyglądam na modlącego się. I nagle słyszę babiny: “…Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi…Zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu…”.
Co to znaczy współistotny? Intuicyjnie to rozumiem ale dla większości mówiących, b. często ledwo pismiennych osób, słowo niewytłumaczalne. Czemu każda modlitwa zawiera 40 proc. takich słów? Niezrozumiałych, nieużywanych, śmiesznych, sztywnych. Czemu ksiądz mówi “niewiasta” zamiast “kobieta”? To też jest martwica.
Za Wikipedia:
Współistotność – w teologii chrześcijańskiej termin określający relację między osobami Trójcy Świętej.
Grecki termin ομοούσιος – homousios (współistotny) pojawia się u wielu wczesnych teologów. Po łacinie termin consubstantialis po raz pierwszy pojawia się u Tertuliana w dziele Przeciw Hermogenesowi (44).
Wyznanie wiary przyjęte przez pierwszy sobór w Nicei w roku 325 określa wiarę w Syna Bożego – Boga prawdziwego, zrodzonego, a nie uczynionego, współistotnego Ojcu (homousios). Naukę tę rozwija sobór w Chalcedonie w roku 451.



Opublikował/a tentymon
Opublikował/a tentymon 
Opublikował/a tentymon