Znowu wybrałem oswojoną pieczarę zamiast wyjścia na miasto. Jest kilka teorii takiego zachowania. Sprawa dość powszechnie komentowana i maglowana. Sama postawa popularna wśród znajomych, nie wiem nawet, czy nie typowa dla całego pokolenia. Egoizm, singlizm, różnie to można nazywać. Ładnie, mniej ładnie. Izolowanie się od rodziny, od innych ludzi, partnera życiowego. Uciekanie od tego partnera. Samemu. Sam na sam.
W Lapidarium numer sześć, w którym można znaleźć odpowiedź na prawie wszystkie pytania XXI wieku, także na ten temat coś wyczytałem. Kapuściński porównuje człowieka Zachodu (czyli mnie, ciebie) z człowiekiem ”wielkiej nędzy”, z rejonów Afryki, Azji.
Wg. K. ten ostatni “istnieje przede wszytkim jako element szerszej społeczności – najogólniej mówiąc rodziny… Te związki są tak żywe, gdyż człowiek w strasznych warunkach nie może przeżyć jako indywidualność, jako jednostka. Może przeżyć tylko jako członek zbiorowości. Bycie we wspólnocie to warunek istnienia”.