marzec 29, 2009
Dwóch rzeczy wystrzega się nowoczesny Europejczyk. Posądzenia o antysemityzm i stereotypowe ocenianie innych narodów. Jest taki serial (kiedyś śmieszny) “Hotel Zacisze”. Kiedy do restauracji hotelowej przychodzą starsi Niemcy obsługa wpada w panikę. Szef – John Cleese biega przerażony i syczy: Tylko nie wspominajcie o wojne! Ani słowa o nazistach! A potem następuje seria przejęzyczeń. Zamiast sera – Hitlera itd.
Stereotyp siedzi w naszych głowach, przysypany poprawnoscią polityczną. Nowoczesny Europejczyk tłumi go i tłamsi, a on i tak czasem z jego głowy wyskakuje. Niestety znowu padnie na Niemców. Jako dziecko poznałem język niemiecki z filmów wojennych. Wiadomo jaki obraz budował esesman z pistoletem i zwroty typu: polonisze szwajne! raus!
A potem usłyszałem niemiecki w jakimś programie o opozycji lat 80. Wspominali też Niemcy, którzy wysyłali nam paczki, poligrafię i maszyny drukarskie. I to był inny niemiecki – dojrzały, rzeczowy, po prostu – zachodni. Jak angielski, francuski czy szwedzki. Tak zacząłem odbierać Niemców.
Parę dni temu szukałem kilku wyrazów w elekotronicznym słowniku ling.pl. Każdy kto z niego korzysta wie, że po wpisaniu jakiegokolwiek słowa w jakimkolwiek języku wyskakują dziesiątki tłumaczeń – synonimy, związki frazeologiczne, terminy branżowe, naukowe, potoczne itp. Wpisuje się dany wyraz, wybiera język na jaki ma być przetłumaczony i wyskakuje cała seria tłumaczeń. Jest jeden wyjątek: tabletki. Kiedy wpisuje się to słowo i klika na niemiecką flagę wyskakuje jedno jedyne hasło: tabletki do gazowania.
Zostaw Komentarz » |
drobiazgi, tekst | Otagowane: niemcy, stereotyp |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a tentymon
marzec 1, 2009
Pomysł świetny, organizacja bez zarzutu, frekwencja wyśmienita. Efekty? To zależy, kto komentuje. Kolejna, chyba trzecia, impreza Photo Day – wolny wstęp, do zamkniętych na co dzień, ale ciekawych miejsc we Wrocławiu – zgromadziła ponad 500 osób! Wokół czego mogą jednoczyć się młodzi ludzie miasta, którego nowa tożsamość ma dopiero 64 lata? Ich dziadkowie mają Kresy, Lwów i sadzenie drzew wzdłuż zrujnowanych ulic Breslau. Przywieźli ze sobą historię innych miejsc a to nowe urządzili w miarę możliwości po swojemu. Młodzi wrocławianie złapali się na świetny marketingowo mit wielokulturowości i magiczności Miasta Wielu Narodów. Szczerze mówiąc, w jednonarodowej i jednowyznaniowej Polsce, załapali się na możliwie najlepszy mit. I całe szczęście, że mogą ten mit przekuwać w rzeczywistość. Chyba dlatego na imprezy typu – Photo Day czy spacerowniki Gazety Wyborczej przychodzi kilkaset a nawet ponad tysiąc osób. To dlatego książki Marka Krajewskiego, mimo, że są gatunkowo dość niską i schematyczną literaturą, sprzedaj się i czytają pewnie w milionach egzemplarzy.
W niedzielę te 500 osób chodziło tak naprawdę po cmentarzu. To, co zostało z Wytwórni Filmów Fabularnych przypomina połączenie Wrocławia po bombardowaniu i szpitala psychiatrycznego po buncie pacjentów. Jest oczywiście szalenie fotogeniczne. Ponoć jest też wyjątków magiczne. Ale czy zdemolowane groby są magiczne? Wyrwane kable, wiekowe pajęczyny, krople wilgoci kapiące na pęknięte szyby, grzyb i smród amoniaku. Cmentarze i fotografia potrzebują skupienia i samotności. Na FD nie było to możliwe. Kiedy do jednego pomieszczenia wchodzi równocześnie 100 osób z aparatami fotograficznymi, kiedy zniszczony wózek inwalidzki, symbolicznie oczywiście wielce wymowny, fotografuje się tysiące razy – jego symboliczność jest żadna. I można by tak, podpierając się Ortegą y Gasettem i Adornem pisać z pogardą o najgorszej twarzy kultury masowej i demokracji. Skoro każdemu wolno robić zdjęcia, każdemu wolno je publikować, to jak odnaleźć te naprawdę wartościowe? No pewnie o wiele trudniej niż kiedyś, ale w czasach pierwszych krytyków kultury masowej nie było sita do przesiewania miliardów informacji. Jeśli korzystasz z internetu – równie szybko wpiszesz adres bezwartościowej galerii jak i najlepszej agencji fotograficznej świata. To jest tylko kwestia wyboru. Zabranie ze sobą aparatu i pojawienie się pod Wytwórnią Filmów Fabularnych to też kwestia wyboru. A aktywizm jest sto razy lepszy niż krytykowanie. I nie chodziło wcale o robienie zdjęć, nie było do tego warunków. Raczej o to, że takie popkulturowe krytykowanie jest dużo bardziej jałowe niż pojawienie się w teoretycznie wyjałowionym tłumie.

.

.

.

.
José Ortega y Gasset Bunt mas
Theodore Adorno O Jazzie
Zostaw Komentarz » |
fotoreportaż, tekst | Otagowane: wrocław, wytwórnia filmów fabularnych |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a tentymon