triumf mas

Pomysł świetny, organizacja bez zarzutu, frekwencja wyśmienita. Efekty? To zależy, kto komentuje. Kolejna, chyba trzecia, impreza Photo Day – wolny wstęp, do zamkniętych na co dzień, ale ciekawych miejsc we Wrocławiu – zgromadziła ponad 500 osób! Wokół czego mogą jednoczyć się młodzi ludzie miasta, którego nowa tożsamość ma dopiero 64 lata? Ich dziadkowie mają Kresy, Lwów i sadzenie drzew wzdłuż zrujnowanych ulic Breslau. Przywieźli ze sobą historię innych miejsc a to nowe urządzili w miarę możliwości po swojemu. Młodzi wrocławianie złapali się na świetny marketingowo mit wielokulturowości i magiczności Miasta Wielu Narodów. Szczerze mówiąc, w jednonarodowej i jednowyznaniowej Polsce, załapali się na możliwie najlepszy mit. I całe szczęście, że mogą ten mit przekuwać w rzeczywistość. Chyba dlatego na imprezy typu – Photo Day czy spacerowniki Gazety Wyborczej przychodzi kilkaset a nawet ponad tysiąc osób. To dlatego książki Marka Krajewskiego, mimo, że są gatunkowo dość niską i schematyczną literaturą, sprzedaj się i czytają pewnie w milionach egzemplarzy.

W niedzielę te 500 osób chodziło tak naprawdę po cmentarzu. To, co zostało z Wytwórni Filmów Fabularnych przypomina połączenie Wrocławia po bombardowaniu i szpitala psychiatrycznego po buncie pacjentów. Jest oczywiście szalenie fotogeniczne. Ponoć jest też wyjątków magiczne. Ale czy zdemolowane groby są magiczne? Wyrwane kable, wiekowe pajęczyny, krople wilgoci kapiące na pęknięte szyby, grzyb i smród amoniaku. Cmentarze i fotografia potrzebują skupienia i samotności. Na FD nie było to możliwe. Kiedy do jednego pomieszczenia wchodzi równocześnie 100 osób z aparatami fotograficznymi, kiedy zniszczony wózek inwalidzki, symbolicznie oczywiście wielce wymowny, fotografuje się tysiące razy – jego symboliczność jest żadna. I można by tak, podpierając się Ortegą y Gasettem i Adornem pisać z pogardą o najgorszej twarzy kultury masowej i demokracji. Skoro każdemu wolno robić zdjęcia, każdemu wolno je publikować, to jak odnaleźć te naprawdę wartościowe? No pewnie o wiele trudniej niż kiedyś, ale w czasach pierwszych krytyków kultury masowej nie było sita do przesiewania miliardów informacji. Jeśli korzystasz z internetu – równie szybko wpiszesz adres bezwartościowej galerii jak i najlepszej agencji fotograficznej świata. To jest tylko kwestia wyboru. Zabranie ze sobą aparatu i pojawienie się pod Wytwórnią Filmów Fabularnych to też kwestia wyboru. A aktywizm jest sto razy lepszy niż krytykowanie. I nie chodziło wcale o robienie zdjęć, nie było do tego warunków. Raczej o to, że takie popkulturowe krytykowanie jest dużo bardziej jałowe niż pojawienie się w teoretycznie wyjałowionym tłumie.

_dsc0068_zr_721

.

_dsc0037_zr007_72

.

_dsc0041_zr007_72

.

_dsc0099_zr_72

.

José Ortega y Gasset  Bunt mas

Theodore Adorno O Jazzie

Dodaj komentarz