bez tytułu

Estetyczny Everest Wrocławia, kawiarnia de lounge. Jest w niej coś z przedwojennego – tego najlepszego mieszczańskiego Breslau. Bogactwo, spokój i dobre maniery tamtych ludzi bez problemu odnalazłyby się przy dzisiejszym stoliku de lounge. W menu błyskotki z minionego świata – jakiś ślad tradycji, której współcześni wrocławianie ciągle nie mogą się dorobić. Kawa po wrocławsku i ciasto, ponoć serwowane przed wojną. Wystrój jak z Dwudziestolecia, aż się człowiek rozgląda, za stolikiem Skamandrytów, płaszczem Wieniawy, czy siedzącym za fortepianem Paderewskim.

Trzeci maj. Trzeci wolny dzień, cudowna pogoda i kawa na tarasie ulubionej kawiarni. Tuż nad Odrą, z widokiem na barokową elewację Uniwersytetu. Po prawej Ostrów, po lewej odnowione kamienice centrum miasta. Po rzece pływają łódeczki, za plecami marina z jachtami. Obok stare drzewo. Jestem w Europie! Zachwyt. Kontemplacja.
Kawa – widoki – Odra – książka- ćwierkanie wróbli – słońce. Cudo. Przeglądam Dzienniki Gombrowicza, trudno się skupić, kawa – widoki – wróble…
Trafiam na fragment z mało konkretną datą „poniedziałek”:
Przyjechaliśmy do Tigre. To delta Parany. Płyniemy motorówką po ciemno i cicho ścielącej się tafli w gąszczu wysp. Zielono, niebiesko, przyjemnie, zabawnie. Przystanek i wsiada dziewczę, które… Jak powiedzieć? Piękność ma swoje tajemnice. Wiele jest pięknych melodii, ale tylko niektóre są jak ręka, która dławi. Ta piękność była tak „biorąca”, że wszystkim zrobiło się dziwnie a może nawet wstydliwie – i nikt nie śmiał zdradzić się z tym, że się jej przypatruje, choć nie było oczu, które by ukradkiem nie podglądały jej olśniewającego istnienia.
Wtem dziewczę najspokojniej w świecie zaczęło dłubać w nosie.

Dodaj komentarz