kamyk – Kamil – kaszanka

lipiec 24, 2009

A kiedy już wszytko załatwiliśmy jak należy i misja była wykonana pojawił sie kamyk pod kołem tira. A my na drodze kamyka. Strzał jak z pistoletu, szkło i panika. I czas zwolnił. Musial zwolnić, bo policja dojeżdżała prawie trzy godziny.

Kamil szukał grzybów na polu pszenicy a potem liczyliśmy ile samochodów przejeżdza A4 w ciągu minuty.

- Szkoda, że nie zjedlismy tych pierogów w barze – powiedział smutno.

Razem z policją przyjechała trąba powietrzna, panowie zdążyli wziąć nasze dokumenty i kazali nam uciekać za nimi na najbliższą stację benzynową. Dopiero na miejscu sprawdziliśmy, czy uciekaliśmy za właściwym samochodem. Trąba utrudniała widoczność.

Kamil dostał worek na śmieci i zrobił sobie szybę. Policjanci zjedli po hot-dogu. A my w drogę.

Wieczorem w sklepie usłyszałem rozmowę:

- dobra ta kaszanka meksykańska?

- bardzo dobra.

- daj mi dwie na spróbowanie.

Spróbował na miejscu. Potwierdził.

- daj mi wszystkie kaszanki, naprawdę dobre.


nuka

lipiec 19, 2009

matka 75 szczeniąt.

Ma 16 lat i powoli zabiera się z tego świata.

Jej pan – ochroniarz z Dworca Nadodrze mowi, że nie wie co ze sobą zrobi jak Nuka umrze.

nuka copy


rytm

lipiec 18, 2009

Gombrowicz:
Nazajutrz
Cokolwiek robimy, cokolwiek mówimy, czemukolwiek się oddajemy – płyniemy i płyniemy. Podczas, gdy to piszę także płyniemy. Twarze są przerażające, bo uśmiechnięte. Ruchy straszliwe, bo pełne spokoju i doskonałego błogostanu.

Środa
Goya, miasteczko płaskie.
Pies. Sklepikarz na progu sklepu. Samochód ciężarowy, czerwony. Bez komentarza. Nie nadaje się do żadnej glossy. Tu jest tak, jak jest.

Rynek 10.00, słońce, pusta kawiarnia. Siadam. Biała kawa, otwieram książkę. Mijają dwie minuty, czterdziestoparoletni mężczyzna siada kilka stolików dalej. Podsłuchuję – czarna kawa. Podglądam – otwiera książkę Paul de Man Ideologia estetyczna. Ładna okładka. Kolejne dwie minuty – siedemdziesięciolatek, dziarski, szczupły energiczny. Podsłuchuję: biała kawa. Podglądam: Rzeczpospolita.
I tak siedzimy sobie we trzech, w pustej kawiarni. Młody, średni i najstarszy. Trzy kawy, trzy teksty, spoglądamy na siebie. Rytm.
A rano i cała noc arytmiczna.

Do średniego przychodzi kolega. Rytm się burzy. Schodzą się tłumy. Trzeba uciekać.


Gombrowicz:
Nazajutrz
Płyniemy. Płynęliśmy przez cała noc i teraz płyniemy.

_DSC0538