lipiec 18, 2009
Gombrowicz:
Nazajutrz
Cokolwiek robimy, cokolwiek mówimy, czemukolwiek się oddajemy – płyniemy i płyniemy. Podczas, gdy to piszę także płyniemy. Twarze są przerażające, bo uśmiechnięte. Ruchy straszliwe, bo pełne spokoju i doskonałego błogostanu.
Środa
Goya, miasteczko płaskie.
Pies. Sklepikarz na progu sklepu. Samochód ciężarowy, czerwony. Bez komentarza. Nie nadaje się do żadnej glossy. Tu jest tak, jak jest.
Rynek 10.00, słońce, pusta kawiarnia. Siadam. Biała kawa, otwieram książkę. Mijają dwie minuty, czterdziestoparoletni mężczyzna siada kilka stolików dalej. Podsłuchuję – czarna kawa. Podglądam – otwiera książkę Paul de Man Ideologia estetyczna. Ładna okładka. Kolejne dwie minuty – siedemdziesięciolatek, dziarski, szczupły energiczny. Podsłuchuję: biała kawa. Podglądam: Rzeczpospolita.
I tak siedzimy sobie we trzech, w pustej kawiarni. Młody, średni i najstarszy. Trzy kawy, trzy teksty, spoglądamy na siebie. Rytm.
A rano i cała noc arytmiczna.
Do średniego przychodzi kolega. Rytm się burzy. Schodzą się tłumy. Trzeba uciekać.
Gombrowicz:
Nazajutrz
Płyniemy. Płynęliśmy przez cała noc i teraz płyniemy.
1 komentarz |
drobiazgi, foto, tekst | Otagowane: gombrowicz, rynek, rytm, wrocław |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a tentymon
czerwiec 7, 2009
Nie zawsze jedzenie najbardziej smakuje w restauracji pierwszej klasy. Do mnie zresztą prawie zawsze sztuka przemawia silniej, gdy objawia się w sposób niedoskonały, przypadkowy i fragmentaryczny, niejako sygnalizując mi jedynie swoją obecność, pozwalając przeczuć siebie poza nieudolnością interpretacji. Wolę Szopena, dolatującego przez okno, na ulicy, niż Szopena ze wszystkimi szykanami na koncertowej estradzie.
/W. Gombrowicz, Dzienniki/

1 komentarz |
foto, tekst | Otagowane: gombrowicz, pilka nozna, rynek, wrocław |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a tentymon
maj 3, 2009
Estetyczny Everest Wrocławia, kawiarnia de lounge. Jest w niej coś z przedwojennego – tego najlepszego mieszczańskiego Breslau. Bogactwo, spokój i dobre maniery tamtych ludzi bez problemu odnalazłyby się przy dzisiejszym stoliku de lounge. W menu błyskotki z minionego świata – jakiś ślad tradycji, której współcześni wrocławianie ciągle nie mogą się dorobić. Kawa po wrocławsku i ciasto, ponoć serwowane przed wojną. Wystrój jak z Dwudziestolecia, aż się człowiek rozgląda, za stolikiem Skamandrytów, płaszczem Wieniawy, czy siedzącym za fortepianem Paderewskim.
Trzeci maj. Trzeci wolny dzień, cudowna pogoda i kawa na tarasie ulubionej kawiarni. Tuż nad Odrą, z widokiem na barokową elewację Uniwersytetu. Po prawej Ostrów, po lewej odnowione kamienice centrum miasta. Po rzece pływają łódeczki, za plecami marina z jachtami. Obok stare drzewo. Jestem w Europie! Zachwyt. Kontemplacja.
Kawa – widoki – Odra – książka- ćwierkanie wróbli – słońce. Cudo. Przeglądam Dzienniki Gombrowicza, trudno się skupić, kawa – widoki – wróble…
Trafiam na fragment z mało konkretną datą „poniedziałek”:
Przyjechaliśmy do Tigre. To delta Parany. Płyniemy motorówką po ciemno i cicho ścielącej się tafli w gąszczu wysp. Zielono, niebiesko, przyjemnie, zabawnie. Przystanek i wsiada dziewczę, które… Jak powiedzieć? Piękność ma swoje tajemnice. Wiele jest pięknych melodii, ale tylko niektóre są jak ręka, która dławi. Ta piękność była tak „biorąca”, że wszystkim zrobiło się dziwnie a może nawet wstydliwie – i nikt nie śmiał zdradzić się z tym, że się jej przypatruje, choć nie było oczu, które by ukradkiem nie podglądały jej olśniewającego istnienia.
Wtem dziewczę najspokojniej w świecie zaczęło dłubać w nosie.
Zostaw Komentarz » |
drobiazgi, tekst | Otagowane: de lounge, dwudziestolecie, gombrowicz, wrocław |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a tentymon